Kategoria: Tecumseh

RĘKA NA SERCU

Wódz Pottawatomich skończył. Za nim podnosili się inni i mówili o krzywdzie i zbrodniach popełnianych przez białych, o bezmiernym cierpieniu plemion, o wypieraniu czerwonoskorych z ich ziemi, o napadach żołnierzy i traperów na Indian polują­cych lub wędrujących w puszczy, o krwawych

ZA WCZEŚNIE NA BÓJ

Z dłonią na piersi stał z.pod­niesioną głową, z jego oczu biła-nieustępliwość. Zaczął z pasją: Bracia! Na ostateczny bój z bladymi twarzami za wcześnie. Podjęcie walki teraz może przynieść tylko klęskę. Mądre są wasze rady. Musimy zjednoczyć nasze siły w jedną wielką

STARY WÓDZ

Po nim zabrał głos Skórzana Warga — sędzi­wy wódz Wyandotów, który od najmłodszych lat swego życia walczył w obronie leśnej ojczyzny. Bracia, biali są jak liście w puszczy, które jesienią niszczy mróz, ale wiosną wyrastają znowu. Nie zwyciężymy bladych twarzy. Wielki

PODWÓJNE OSTRZA

Bracia  podjął znowu  zrozumcie, że Miczi–malsa i Agolaszima są jak podwójne ostrza, które biali nazy­wają nożycami. Te dwa ostrza nie stępią się nawzajem, ale prze­tną to, co ugrzężnie między nimi. Unia i Anglia to dwa ostrza nożyc, mogą toczyć z

JESTEM WŚRÓD WAS

Bracia zaczął donośnym głosem — jestem wśród was, gdy na Placu Rady szlachetni wodzowie Szawanezów i ich pobra­tymcy: Wyandoci, Pottawatomi, Senekowie i Miamisowie,rozstrzygają losy czerwonoskórych ludów. Jestem biały, ale sercem i duszą łączę się z wami, bo chciałbym, aby nad tym

ZA PARĘ LAT

Popatrzcie! Wokół wyrastają osady backwoosmenów. Za parę lat nie będzie tutaj miejsca dla indiańskich plemion…Długo jeszcze mówił, uzasadniał i przekonywał, a kiedy usiadł, podniósł się młody wódz szawaneski — Dobry Strzelec, syn rodzonej siostry Tecumseha, i podniesionym głosem, z mło­dzieńczą

SZEPTY APROBATY

Dobry Strzelec powiódł dumnym, wyzywającym spojrzeniem po wodzach i szamanach. Gdy siadał, tu i tam rozległy się szepty i głosy aprobaty.Tecumseh zacisnął pięści. Wbił rozszerzone źrenice w twarz Dobrego Strzelca i miał właśnie zabrać głos, gdy rozległ się głuchy, rytmiczny stuk

W KRĄG SIEDZĄCYCH

Ryszard rozpoznał go z łatwością — był to Aoru. Weszli obaj w krąg siedzących, zatrzymali się na środku placu. Chłopiec pochylił się pośpiesznie nad stertą drewna przygotowanego na ognisko i skrzesał ogień. Płomyki poczęły lizać suche szczapy drzewa. Aoru stał

TANIEC SZAMANA

Na piersi chwiały się naszyjniki z kłów dzikich zwierząt i brzę­czały muszelki nanizane na rzemienne sznurki. W ręku trzymał długą, misternie rzeźbioną laskę, zakończoną głową sowy.Obszedł krąg siedzących, zatrzymał się przed Dobrym Strzel­cem i spod maski wycedził jedno słowo:Zdrajca!Szawanez zerwał

WIBRUJĄCY HUK

Huk wibrował w powietrzu, wpadał w puszczę i tam, pochwycony przez echo, biegł od drzewa do drzewa w daleką głąb kniei.Nagle huczenie bębna przycichło, w jego rytm wplótł się monotonny, przejmujący śpiew szamana. Śpiew zgasł i umilkł bęben w świętej chacie

INTENCJE SKACZĄCEJ PUMY

Tłum zafalował. Przed nimi stał drugi Tecumseh!’ Twarz iden­tyczna, to samo spojrzenie, wysokie czoło, orli nos… Ryszard Kos zrozumiał intencje Skaczącej Pumy. Nie wszyscy bowiem wiedzieli o powrocie bliźniaka — Elskwatawy. Wódz postanowił wykorzystać zdobytą przez brata wiedzę o białych dla

ZACIEKAWIONE TWARZE

Wiecie, bracia, co mi powiedział? Szaman pytająco rozejrzał się dookoła. Widział zaciekawione twarze. — Przez usta ta-wah przemówił Gicze Manitou — podjął znowu. Wy­jawił mi, że pod totemem sowy żyje wielki Szawanez, który uwolni czerwonych braci od najazdu bladych twarzy,

HAŃBA ZDRAJCOM

Stało się to za sprawą Nabash-cisa, bo taka była wola Manitou. Oczy siedzących prześliznęły się po twarzy szamana i zwróciły na Pumę Gotową do Skoku. Wodzowie i szamani z powagą pochylili głowy na znak potwierdzenia dostrzeżonego podobieństwa. A szaman ciąg­nął dalej:

ZASTYGŁ JAK POSĄG

Szaman zrobił krok w stronę Dobrego Strzelca, a potem na moment zatrzymał swoje oczy na siwej głowie Skórzanej Wargi. Podniósł w górę ramiona i mocnym gło­sem zawołał ku słońcu:  O, Gicze Manitou! O, Gicze Kanaha, który uczyniłeś ze mnie szamana,